Mechaniczny Anioł (Piekielne urządzenia, #1)

Mechaniczny Anioł (Piekielne urządzenia, #1) - Cassandra Clare Po przeczytaniu "Darów Anioła" i w oczekiwaniu na wydanie kolejnej części wybrałam tą serię. Może było to wywołane wspomnieniem jak dobrze czytało mi się "Miasto kości" lub jak zdenerwowało mnie "Miasto upadłych Aniołów". Co by jednak nie powiedzieć książki Cassandry Clare mają to coś. A przypominanie sobie znanych skądinąd schematów z Darów, przywołuje miłe wspomnienia. Przy czym mam tu na myśli konkretne jej fragmenty, jak np. relacje między konkretnymi "rasami", hierarchia i obowiązki Nocnych Łowców itp. W pierwszym tomie serii zostajemy odesłani do Anglii drugiej połowy XIX w. Opisy są bardzo dobrze skonstruowane, że można czasem poczuć się jak w tamtych czasach, nie tylko poprzez opisy architektury a panujące relacje.

Postacie są wyraziste i mają własne zdanie. Każda z nich kieruje się poznanymi przez nas (lub nie :P) motywacjami, na które składa się głębia doświadczeń i uczucia, które żywią do siebie nawzajem. Autorka wprowadzając liczne kontrasty między postaciami, podkreśla każdą z nich z osobna ale uzupełnia w ogólnym rozrachunku.

Bardzo pozytywnie na odbiór wpływają pojawiające się na początku każdego rozdziału cytaty, które odpowiadają głębi i narzuconemu tematowi. Taki zabieg niezmiernie mi się osobiście podoba, zwłaszcza jeśli jest przemyślany i "trafiony".

Usytuowanie fabuły pod koniec XIX w. dało możliwość poruszania między słowami ciekawych kwestii. Między innymi zajęć i pozycji kobiety. Z jednej strony wojownicza postawa, z drugiej delikatność. Wyobrażenia na temat życia panien z dobrych domów a świat Cieni i potworów. To dość ciekawe połączenie. Podobnie relacje między Państwem a służbą, które w Instytucie się między sobą zacierają.

Pojawia się pojęcie kłamstwa w dobrym celu i obdarzanie zaufaniem przyjaciela, który zatrzymuje dla siebie niektóre z tajemnic. I czym jest wtedy przyjaźń? Jakie są jej rodzaje i granice. Czy jest to bezwarunkowa i całkowita wiedza na temat drugiego człowieka? Czy też pozwolenie na bycie sobą ale też na tajemnice i drobne łgarstwa? Czy przyjaciel to ktoś, kto zna nas prawie tak jak my sami siebie, czy jest przyjacielem przez to ze pozwala być nam tym kim jesteśmy i bezwarunkowo akceptuje nas z naszymi wadami, które odstraszyłyby innych, jednak o nie, nie pytając?

Nie wiadomo czemu zło tak bardzo przyciąga, ale na podstawie jednej z postaci widać nie tylko wyrachowanie, służalczość i dążenie do własnych celów, ale zatracanie wszelkich wartości. Jak liczy się w tym rodzina i czy w ogóle liczy? Odpowiedzi jest wiele. Jednak silniej oddziałuje przeciwieństwo, jak sieroty potrafią odnaleźć się przy drobnej pomocy i opiece, i jak te relacje stają się prawie tak złożone i równie ważne jak te rodzinne.

Książka dla mnie jest godna polecenia, napisana bardzo w przystępny sposób, aż sama zachęca do czytania. :)

http://czytamjestempodrugiejstronielustra.wordpress.com/