Kroniki krwi 3

Magia indygo - Richelle Mead „Magia Indygo” doskonale obrazuje wewnętrzną walkę człowieka. Wszystko, czego nauczono nas w dzieciństwie ma ogromny wpływ na dorosłe życie. Mimowolnie odwołujemy się do tego i zaciekle bronimy. Tak jest do momentu kiedy czyjeś argumenty będą jednak silniejsze niż nasze. Pokazanie rys w takim światopoglądzie może przyczynić się nie tylko do jego analizowania, co wręcz do kwestionowania go. Tym silniejsze to się staje, kiedy sama osoba zaczyna dostrzegać, że coś jest w tym nie tak lub nie pasuje tak jak powinno. Z jednej strony prowadzi to jednocześnie do poczucia wolności, z drugiej do utraty oparcia, poczucia odrębności od grupy z którą dotychczas się utożsamialiśmy, a nawet w jakiś sposób samotności. Nie zmienia to faktu, że jest to forma dojrzewania. Światopogląd przestaje być „narzucony” a wybrany, przez to bardziej elastyczny.

Ciągle mamy charakterystyczną dla pani Mead fabułę, która jest nie tylko rozwinięta, ale bardzo spójna. Każdy element może zaważyć na rozwoju dalszej opowieści. Co do postaci nie mogę wypowiedzieć się obiektywnie, ponieważ większość postaci bardzo lubię i nawet ich dziwactwa mnie nie odrzucają. Oczywiście zdarzają się momenty, w których logika autorki bywa łagodnie rzecz ujmując dziwna, ale jest to bardzo rzadkie, nie dotyczy również wątków, zwykle objawia się w pewnych stwierdzeniach lub porównaniach.

Nie ukrywam, że mi osobiście styl Richelle Mead bardzo odpowiada i jak na razie mnie nie zawodzi. Zdarzają się co prawda książki „gorsze”, ale jakoś nie razi mnie to tak bardzo jak przy innych autorach. „Magia indygo” dostaje u mnie dużego plusa za elementy buntu. Jeśli zna się poprzednie części czyta się ją bardzo szybko.

http://czytam-jestempodrugiejstronielustra.blogspot.com/